niedziela, 25 stycznia 2026

rozkminka o thorgalu część 1

Ten wpis dedykuję mojej siostrze, Agnieszce Urszuli Cioch, z którą w dzieciństwie czytałem Thorgale i która regularnie dopytuje, kiedy wreszcie to napiszę W moim rodzinnym domu w augustowie mamy również rodzinną kolekcję komiksów o Thorgalu. Wydania od sasa do lasa, miękkie okładki, twarde okładki, część kupiona jako nówki sztuki, część jako używki, w tym pamiętne Miasto Zaginionego Boga od jeszcze bardziej pamiętnego Siezia - pierwszy zakup na raczkującym podówczas allegro. Pewnego dnia coś mnie natchnęła, chyba w ramach podświadomego przecinania pępowiny, że wspomnianą kolekcję sceduję na siostrę, a sam stworzę własną, już nieco bardziej jednolitą, a co za tym idzie estetyczniej prezentującą się na półce, same twarde okładki, lśniące nowością. Jako że szaleństwem byłoby kupować wszystkie tomy naraz, wymyśliłem, że będę kupował jeden miesięcznie, wydatek rzędu trzydziestu złotych. A jako że będę miał trzydzieści dni na jego lekturę, o każdym kolejnym tomie będę pisał kilka słów. Będę wspominał, na jakim etapie życia je czytałem i jakie wtedy robiły na mnie wrażenie, a także co myślę o nich po latach. Na pierwszy ogień idzie Zdradzona czarodziejka. Pierwszy raz przeczytałem w jednym z numerów Relaxu, które mój ojciec kupował w latach młodości. Opowieść nie była doprowadzona tam do końca, urywała się na 26 stronie oryginalnego komiksu, mieliśmy więc do czynienia z potężnym cliffhangerem. Jakiś czas później ojciec kupił nowe wydania dwóch pierwszych tomów w twardych okładkach, mogliśmy więc zaspokoić swoją ciekawość. Ja jednak wciąż po tylu latach, na przełomie 26 i 27 stronie mam takie wrażenie, jak kiedy słucham ze spotify jakiegoś albumu, który ostro katowałem na kasecie(np Nastukafszy) i za każdym razem mam mindfuck, gdy utwór nie zacina się w momencie, gdy zacinała się taśma. Wracam więc po latach do Zdradzonej czarodziejki i zastanawiam się, dlaczego moje życie zrosło się z tą serią, co mnie w niej tak oczarowało. Otwarcie jest iście hitchcockowskie, Thorgal skazany na okrutną śmierć przez króla wikingów, Gandalfa Szalonego (Gandalf z Władcy Pierścieni zawsze będzie dla mnie dopiero drugim skojarzeniem z tym imieniem), za to że ośmielił się związać z jego córką, Aaricią. Uratowany przez tajemniczą, rudowłosą kobietę z przepaską na oku, w zamian za pozostanie przez rok na jej służbie i pomoc w zemście na Gandalfie. Konflikt jest jasno zarysowany, wiadomo o co chodzi, i mnie przynajmniej ciekawi, co będzie dalej. Pamiętam, że od razu polubiłem też głównego bohatera, choć nigdy raczej nie przepadałem za szlachetnymi postaciami i zdecydowanie wolałem wszelkiej maści łotrzyków, tak tutaj ta szlachetność nie bije po oczach. Kluczowa jest scena, gdy Slivia (wspomniana rudowłosa) rozkazuje mu zabić rannego Gandalfa, a Thorgal odmawia wykonania rozkazu, tłumacząc, że woli być krzywoprzysiężcą niż mordercą bezbronnego człowieka. Poza tym od samego początku Thorgal nie chce zmieniać świata, zależy mu tylko na spokojnym życiu z ukochaną, a w późniejszych tomach również z dziećmi. Strona wizualna też odegrała niebagatelną rolę w moim przypadku, jeśli chodzi o immersję. Od pierwszych kadrów czuję zimno, przenikające aż do gości. Za każdym razem zdumiewa mnie, jak bardzo musi być zahartowany Thorgal, który przemierza ośnieżone szczyty gór w luźnej tunice i futrzanej kamizeli. Bez czapki, szalika i rękawiczek. Rysunki są proste, surowe i wyraziste, podobnie jak świat, który przedstawiają. Świat okrutnych wikingów, tak bardzo kontrastujący ze światem, jaki wymarzył sobie Thorgal, który do wikingów nigdy nie pasował, a trafił do nich w niejasnych okolicznościach, które w kolejnych tomach będziemy stopniowo poznawać. Warto też wspomnieć o krótkiej historyjce “Prawie raj…” również znajdującej się w tym tomie. Zwiastuje ona filozoficzne akcenty, z jakimi będziemy mieli niekiedy do czynienia w późniejszych tomach. Finał historii i towarzyszący jej rysunek, wstrząsnął mną w dzieciństwie i do dzisiaj robi wrażenie. Czytanie Thorgala to dla mnie powrót do czasów dzieciństwa. Co prawda mniej więcej od czasu, gdy Van Hamme przestał być scenarzystą, ja przestałem sprawdzać kolejne tomy, ale ostatnio kusi mnie, by jednak sprawdzić, jak potoczyła się tam historia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz