I znowu powracam do opowiadania Szymona Teżewskiego, o którym pisałem tutaj i tutaj. Tym razem mój ziomek ma szansę być nominowanym do nagrody Zajdla. Fajnie, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę kulisy powstawania tego dzieła, o których zamierzam teraz pokrótce napisać. Jak to było? Przenieśmy się w przeszłość. Lublin, Falkon 2013. Warsztaty pisania opowiadań prowadzone przez panie z Esensji, jeśli dobrze pamiętam. Wcześniej tego dnia graliśmy w norweskie indie rpg o nazwie Itras By, konwencja surrealistycznego noir. Znalazł się tam motyw miasta cierpiącego na nowotwór. Więc gdy na warsztatach trzeba było wymyśleć punkt wyjścia do opowiadania, pomysł żyjącego miasta od razu przyszedł nam do głowy. Ale każdy miał swoją rozkminkę jak temat pociągnąć dalej. Nie mogąc dojść do kompromisu, doszliśmy do wniosku, że się założymy. Każdy napisze opowiadanie na swoim patencie, potem jakoś rozsądzimy, które było lepsze, a przegrany nie będzie mógł przyjąć nagrody im. Zajdla. Czyli to właśnie ona była stawką. Koniec końców Szymon wygrał. Więc moim zdaniem już samym tym faktem zasłużył na przynajmniej nominację, bo nikt aż tyle nie ryzykował.
Wszystkich więc namawiam do zapoznania się z opowiadaniem, które można przeczytać tutaj, a jeśli wam się spodoba, możecie na nie zagłosować tutaj. Przy okazji możecie zapoznać się z pełną listą powieści i opowiadań, którym możecie dać szansę.
Niech wygra najlepszy, oczywiście.
sobota, 13 czerwca 2015
czwartek, 11 czerwca 2015
rozkminka o pamięci
Niemal pół wieku musiało upłynąć, by prawdziwość wizji podwileńskiej partyzantki nakreślonej przez Tadeusza Konwickiego w jego pierwszej powieści “Rojsty”, napisanej niemalże zaraz po wojnie, w roku 1947, została zakwestionowana. W dodatku, osobą, która podawała ją w wątpliwość, był nie kto inny jak Ryszard Kiersnowski, w czasach, do których pisarz odwoływał się w książce, jego dowódca z oddziału.
Trudno się dziwić, że polemika z jego strony nastąpiła z tak kolosalnym opóźnieniem. Po raz pierwszy wydane w roku 1994 wspomnienia, zatytułowane “Tam i wtedy. W Podweryszkach, w Wilnie i w puszczy 1939-1945” z całą pewnością nie mogłyby się ukazać w okresie PRL-u, w dodatku samo mówienie o nich mogłoby przysporzyć mówiącemu wielu problemów. Jak to się stało, że wersja Konwickiego, ubrana w literacką szatę, mogła ujrzeć światło dzienne już wtedy? Warto by tu pokrótce przytoczyć wybrane fragmenty z biografii pisarza.
W roku 1944 świeżo upieczony maturzysta przyłącza się do VIII Oszmiańskiej Brygady Armii Krajowej. Bierze udział w akcji “Burza”. Po wkroczeniu Armii Czerwonej, staje się członkiem partyzantki antyradzieckiej. Zapadają w podwileńskie lasy i do maja 1945 prowadzą akcje zaczepne. Właśnie tam Konwicki, ukrywający się wówczas pod pseudonimem Bóbr, poznaje plutonowego Puhacza, którym, jak się później okazało, był właśnie Kiersnowski. Po rozwiązaniu oddziału przedostaje się do Polski, by tam, po okresie poszukiwań dalszej drogi życiowej, poświęcić się karierze literata.
Po opublikowaniu zaledwie kilku krótkich form literackich, decyduje się napisać powieść, w której rozliczyłby się z niedawnym partyzanckim okresem, który, jak tłumaczył w wielu późniejszych wywiadach, był dla niego życiowym punktem zwrotnym. To właśnie wtedy zaczął przewartościowywać swój dotychczasowy światopogląd, co znalazło swoje konsekwencje w późniejszych jego wyborach. Wartości i autorytety, które przyświecały mu przed wojną i w jej trakcie, a według niego nie sprawdziły się w obliczu tak straszliwego kataklizmu.
“Rojsty” to opowieść o kilkumiesięcznym wyrywku z losów niejakiego Stanisława Żubrowicza (pod takim nazwiskiem Konwicki przedostał się do Polski). Na kartach powieści Konwicki ukazywał oddział partyzancki w sposób całkowicie odheroizowany. Partyzanci wydają się działać bez większego planu czy celu. Nie odnoszą oni właściwie żadnych sukcesów militarnych w walce z żołnierzami radzieckimi, często zaś postępują w sposób, dosadnie mówiąc, bandycki (strzelanie do białoruskich chłopów, gwałt na nieletniej córce gospodarzy kwaterujących partyzantów). Autor na kartach książki atakował również przedwojenne wzorce wychowawcze, czerpiące obficie z literatury romantycznej, które jakoby miały spowodować zatracenie się całego młodego pokolenia w aktach bezsensownej bohaterszczyzny doprowadzających je do zguby.
Co ciekawe, powieść, choć ukazująca akowską partyzantkę w niekorzystnym świetle, nie mogła ukazać się zaraz po jej napisaniu. Została zatrzymana przez cenzurę. Opublikowana została dopiero w roku 1956, na fali październikowej Odwilży. Warto zauważyć, że w tym samym czasie ukazał się chociażby zbiór opowiadań Jana Józefa Szczepańskiego pt. “Buty i inne opowiadania”, również poruszający tematykę partyzancką i także zwracający uwagę na niezliczone ambiwalencje moralne towarzyszące tej formie walki i wojnie w ogóle.
Gdy po latach ukazała się książka ze wspomnieniami Ryszarda Kiersnowskiego, przedstawiła ona dzieło Konwickiego w sposób diametralnie odmienny. Pierwszą zaskakującą rzeczą jest fakt, o którym Konwicki nigdy wcześniej nie wspominał, a mianowicie to, że Kiersnowski towarzyszył mu nie tylko przez dwa miesiące pobytu w partyzantce, ale i później. Razem przedostali się do Polski, razem dotarli do Białegostoku, do Warszawy i ostatecznie do Krakowa, gdzie po dostaniu się na studia, obaj zamieszkali w bursie akademickiej przy ul. Garbarskiej. Przyjaźnili się i długo jeszcze spędzali razem czas wspominając niedawny okres partyzancki. Ich kontakt urwał się po wyjeździe Konwickiego do Warszawy i w późniejszych czasach spotykali się przypadkowo i sporadycznie. Według Kiersnowskiego spotkania te były dla dawnego kolegi niewygodne, były czymś w rodzaju wyrzutu sumienia, dowodem na to, że pisarz świadom jest faktu, że istnieje świadek jego pisarskich manipulacji.
Kiersnowski bowiem zwraca uwagę na liczne różnice pomiędzy światem przedstawionym w utworze, a tym jak sam zapamiętał owe wydarzenia. Jako przykład wymienić można pominięcie obecności w oddziale kobiety o pseudonimie Mewa i samego Puhacza czy przemilczenie zwycięskiej walki z bolszewikami w Wornianach. Kiersnowski wskazuje jeszcze więcej tego rodzaju sytuacji, jednak jak sam przyznaje, opisywane przez Konwickiego wydarzenia w większym lub mniejszym stopniu odpowiadają faktom. Nie o to mu jednak chodzi, gdy powieść Konwickiego wprost nazywa falsyfikatem. “Cóż, licencja twórcy. Ważniejszy od tych szczegółów jest koloryt, otoczka ideowa i emocjonalna, która wyznacza właściwą funkcję ksiażki. Jest to otoczka szara, plugawa, nierzadko wręcz kłamliwa lub manipulująca odpowiednio dobieranymi faktami.”.1 To właśnie pomijanie ideałów przyświecających członkom oddziału i deprecjacja wszystkiego co z tym okresem związane, najbardziej razi Kiersnowskiego. Według niego książka ta stanowiła po prostu coś w rodzaju prologu do późniejszych socrealistycznych dzieł Konwickiego (“Przy budowie”, “Władza"), w których temat akowskiej partyzantki i inne, przedstawiane zgodnie z narzuconą wówczas przez Partię linią. Zdaniem Kiersnowskiego już “Rojsty” dopasowywały się do tej tendencji.
Kiersnowski poświęca swojemu dawnemu podkomendnemu cały rozdział, jako jego tytuł (“Chyba Bóbr”) wykorzystując fragment pewnego wywiadu2 z pisarzem. Pod koniec rozdziału tłumaczy wyjaśnia dokładnie genezę tego tytułu, przytaczając dokładne cytaty i otwarcie kpiąc z ujawniającej się w nich, rzekomej bądź nie, słabej pamięci Konwickiego: “(...)Konwicki stwierdza, że te dawne dzieje nic go już nie obchodzą, nie chce ich wspominać i właściwie mało z tego pamięta. >>A jaki pan miał wówczas pseudonim?<< - pyta reporter. Konwicki się zastanawia i mówi z wahaniem: >>Chyba Bóbr<<.”.3 Ostatnie słowa Kiersnowski kieruje wprost do swego dawnego kolegi i choć wcześniej zapewniał chłodno, że wszystko to pisze jedynie celem zdystansowania się od jego wizji, to bez wątpienia sa się wyczuć w nim skrywaną przez wiele lat złość i frustrację: “To znaczy, dopowiedzmy, że nie jesteś już pewien własnej tożsamości, którą określiłeś świadomie wybranym imieniem, nie wiesz kim byłeś przed pół wiekiem, chociaż w nowszych powieściach wciąż kreujesz rzekome swe pochodzenie.”.4
W postscriptum do owego rozdziału Kiersnowski zwraca jeszcze uwagę, że w opublikowanym w międzyczasie, wiosną 1991 roku, nowym wydaniu “Rojstów”, nie ma żadnego autorskiego czy redakcyjnego komentarza, który w jakiś sposób weryfikowałby ówczesną postawę pisarza, jej społeczno-polityczne uwarunkowania czy jakiekolwiek tego rodzaju okoliczności.
Początkowo Konwicki nie wypowiadał się na ten temat, choć publikacja Kiersnowskiego wzbudziła liczne kontrowersje i zajadłe dyskusje wrogów i sympatyków pisarza. Jako jeden z przykładów można poda gwałtowną reakcję Adama Michnika, od wielu lat przyjaźniącego się z Konwickim, który w ostry sposób odniósł się do feralnej publikacji, któremu wytykał milczenie w okresie PRL-u i nieaangażowanie się w działalność opozycyjną, w przeciwieństwie do Konwickiego, który w późniejszych latach, po usunięciu z Partii, wydawał powieści w tzw. drugim obiegu i choć nigdy nie zaangażował sie bezpośrednio, to w swoich książkach . Nazywa go “(...)zakompleksionym zawistnikiem, który własny strach racjonalizuje przez deprecjonowanie cudzej odwagi.”.5
Sam Konwicki swoje milczenie zaczął przerywać dopiero w okolicach roku 2010, gdy nakładem Agory zaczęły ukazywać się jego Książki zebrane, odtwarzane na podstawie oryginalnych rękopisów. W nowym wydaniu, “Rojsty” zostały poprzedzone notatką sporządzoną przez pisarza, która znaleźć się miała na teczce z rękopisami około roku 1991, a brzmiała: “Może niepotrzebnie napisałem tę książkę w 1947 roku. Może niepotrzebnie ją wydałem w 1956. Może niepotrzebnie ją teraz wznawiam. Ale taka była moja prawda w sprzeczności z prawdą innych uczestników tego epizodu historii w prowincjonalnym zakątku Europy. Moja fotografia tamtych czasów. Mój debiut. Moje >Na wschodzie bez zmian<.”.6
W tym samym mniej więcej czasie ukazuje się “W pośpiechu”, wywiad-rzeka z Konwickim, zapis jego licznych rozmów z Przemysławem Kanieckim, wcześniej przygotującym do druku w serii Książek wybranych rękopisy pisarza. Przy tej okazji pisarzowi zebrało się na wspomnienia i niejako odniósł się do książki Kiersnowskiego, choć, jak sam podkreśla, nigdy jej nie przeczytał, a zawarte w niej zarzuty pod swoim adresem zna jedynie z drugiej ręki.
O dziwo, o swym dawnym dowódcy wypowiada się w samych superlatywach, podkreślając, że to głównie jego umiejętnościom oddział zawdzięcza ujście z życiem. Powraca też kwestia pominiętej w “Rojstach” Mewy, a w jej kontekście także problem skupiania się jedynie na aspektach brzydkich i nieprzyjemnych, z pominięciem tych podniosłych i napawających nadzieją. Tłumaczy swemu rozmówcy: “(...) mógłby pan teraz powiedzieć - dobrze, ale dlaczego pan teraz o tych sprawach partyzanckich, pięknych, nie napisał. Ja chciałem, ale nie umiałem. Starałem się, ale nie wychodziło.”.7
I choć ani przez chwilę nie podaje w wątpliwość obrazu nakreślonego w swojej pierwszej powieści, ani nie odżegnuje się od swoich przemyśleń na ten temat i wypływających z nich życiowych wyborów, to zwraca uwagę na to, że jako osoba uczestnicząca bezpośrednio w opisywanych wydarzeniach, musi być wraz ze swym punktem widzenia wzięty w cudzysłow. Tłumaczy bowiem: “(...) ja nie jestem obiektywny, bo żyłem w tym wszystkim, brałem w tym udział, byłem zaangażowany, uczuciowo, nie uczuciowo, czyli jestem nieobiektywny i można mnie nie bardzo wierzyć. (...) Ja byłem nieobiektywny, bo byłem zaangażowany osobiście, ogłuszony tym, co się dzieje.”.8
Choć Konwicki bezpośrednio tego nie stwierdza, to słowa te można odnieść do także do samego Kiersnowskiego. Przecież i on “żył w tym wszystkim”, “brał udział”, “był zaangażowany”, a przez to nie może być obiektywny, tak samo jak każdy kto tam był. Jest bardzo prawdopodobne, że gdyby pozostałym członkom oddziału przyszło spisać swoje wspomnienia, to nie przypominałoby relacji żadnego z adwersarzy.
Dziś, gdy zarówno Konwickiego jak i Kiersnowskiego nie ma wśród żywych, ich pamięć o tych wydarzeniach odeszła wraz z nimi. Nam pozostaje jedynie interpretacja ich “zeznań” w świetle pozostałych źródeł historycznych. Możemy przy tym pozwolić sobie na luksus bezstronności, w przeciwieństwie do osób, które w analizowane przez nas wydarzenia zaangażowane były osobiście i emocjonalnie. Ich wspomnienia, dla nich stanowiące pryzmat przez który oceniali te czasy, dla nas stanowią jeden z elementów, z których budujemy naszą wizję tego okresu historycznego.
1 R. Kiersnowski, Tam i wtedy. W Podweryszkach, w Wilnie i w puszczy 1939-1945, Warszawa 2007.
2 S. Nowicki, Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Konwickim, Warszawa 1990.
3 R. Kiersnowski, Tam i wtedy. W Podweryszkach, w Wilnie i w puszczy 1939-1945, Warszawa 2007.
4 Tamże.
5 A. Michnik, Wyznania nawróconego dysydenta : spotkania z ludźmi : szkice 1991-2001, Warszawa 2003.
6 T. Konwicki, Książki wybrane tom XII: Pamflet na siebie. Rojsty, Warszawa 2010.
7 T. Konwicki, P. Kaniecki, W pośpiechu, Wołowiec 2011.
8 Tamże.
Etykiety:
historia,
knigi,
ryszard kiersnowski,
tadeusz konwicki
wtorek, 9 czerwca 2015
wczoraj i dziś 4
W ostatni weekend Zubek miał urodziny, odwiedziliśmy go więc. Na miejscu, pośród wielu innych atrakcji, miałem okazję obejrzeć imponującą kolekcję puszek po piwie. Jedna z nich stała się dla mnie biletem do wspomnienia czasów gimnazjum (2001-2004). Napojem najchętniej wówczas spożywanym przez jego uczniów był tzw. "kinger". Wtajemniczeni wiedzieli, że chodzi o Kenigera, piwo z Biedronki, nabywane przez wyglądającego na starszego kolegę lub wynoszone pod kurtką (w tym ostatnim przypadku najlepiej smakowało). Charakterystyczna niebieska puszka ze złotymi literami na tle czerwonej tarczy wyglądała przepięknie i wciąż tak wygląda, o czym miałem okazję się przekonać. Zawartość spożywało się w przeróżnych miejscach, ja najmilej wspominam ławkę pośród drzew w odludnych wówczas okolicach amfiteatru. Czy muszę jeszcze dodawać, że wspomniana zawartość była przepyszna?
W następnych latach "kingery" odeszły w zapomnienie, było przecież tyle piw do wypróbowania. Niemal dziesięć lat później, gdy robiłem zakupy w Biedronce, nagle w oko wpadła mi znajoma nazwa. Puszka jednak wyglądała zupełnie inaczej. Czerwona, moim zdanie brzydsza. Wiedziony ciekawością jak też po latach ocenię podniebieniem wykwalifikowanego chlora to jedno z moich pierwszych piw, zakupiłem jedną sztukę. Jakież było moje rozczarowanie, gdy po wzięciu pierwszego łyka, napój okazał się być wyjątkowo ohydny. "Ja choć czasem nie dojadam, zawsze dopijam", skończyłem je więc, a potem zacząłem się zastanawiać. Do dziś jednak nie wiem jaka jest prawda. Czy piwo się zepsuło przez lata (zmieniła się przecież rozlewnia), czy może ja byłem mniej wybredny (w to jednak trudno jest mi uwierzyć). Cóż, cytując Wieniczkę "Tego nikt nie wie i teraz już nigdy się nie dowie. Do tej pory przecież nie wiem, czy car Borys zamordował carewicza Dymitra czy na odwrót?"
W następnych latach "kingery" odeszły w zapomnienie, było przecież tyle piw do wypróbowania. Niemal dziesięć lat później, gdy robiłem zakupy w Biedronce, nagle w oko wpadła mi znajoma nazwa. Puszka jednak wyglądała zupełnie inaczej. Czerwona, moim zdanie brzydsza. Wiedziony ciekawością jak też po latach ocenię podniebieniem wykwalifikowanego chlora to jedno z moich pierwszych piw, zakupiłem jedną sztukę. Jakież było moje rozczarowanie, gdy po wzięciu pierwszego łyka, napój okazał się być wyjątkowo ohydny. "Ja choć czasem nie dojadam, zawsze dopijam", skończyłem je więc, a potem zacząłem się zastanawiać. Do dziś jednak nie wiem jaka jest prawda. Czy piwo się zepsuło przez lata (zmieniła się przecież rozlewnia), czy może ja byłem mniej wybredny (w to jednak trudno jest mi uwierzyć). Cóż, cytując Wieniczkę "Tego nikt nie wie i teraz już nigdy się nie dowie. Do tej pory przecież nie wiem, czy car Borys zamordował carewicza Dymitra czy na odwrót?"
poniedziałek, 11 maja 2015
rozkminka o szortach 2
Na lokalny konkurs literacki O Liść Dębu szykowaliśmy się z dwoma Szymonami przez rok. Skończyło się oczywiście na tym, że prace składaliśmy po terminie, ale ma się te znajomości. Sam prawdę mówiąc miałem pokusę, żeby dojść do władzy wrodzonemu leniowi i olać całą sprawę. Ale na szczęście Zubek mnie zmobilizował i dnia szóstego stycznia, bez żadnego pomysłu zasiadłem przed komputerem, z nastawieniem że teraz albo nigdy. Zacząłem od pierwszych słów jakie mi przyszły do głowy, sam początkowo nie wiedziałem, o co mi chodzi. Potem wróciłem myślami do spaceru wokół jeziora Białego, jaki odbyłem w grudniu z Szymonem Teżewskim.
W czasie w którym Zubek poszedł do kościoła i wrócił, ja zdążyłem rzecz napisać, a w międzyczasie przygotować i zjeść obiad. Opowiadanie poleciało na konkurs. Następnego dnia wieczorem zmarł Tadeusz Konwicki. Ósmego stycznia rano dowiedziałem się o tym i doszedłem do wniosku, że moje opowiadanie było jakimś dziwnym przeczuciem, pożegnaniem. Jeśli chodzi o konkurs, to przepadłem (Szymon Teżewski - pierwsze miejsce, Szymon Zubkiewicz - wyróżnienie). Ale tekst wysłałem do Szortala i teraz dzielę się nim ze światem. Może komuś uda się w znaleźć w nim coś dla siebie.
SKALA WPŁYWU ZDARZEŃ
W czasie w którym Zubek poszedł do kościoła i wrócił, ja zdążyłem rzecz napisać, a w międzyczasie przygotować i zjeść obiad. Opowiadanie poleciało na konkurs. Następnego dnia wieczorem zmarł Tadeusz Konwicki. Ósmego stycznia rano dowiedziałem się o tym i doszedłem do wniosku, że moje opowiadanie było jakimś dziwnym przeczuciem, pożegnaniem. Jeśli chodzi o konkurs, to przepadłem (Szymon Teżewski - pierwsze miejsce, Szymon Zubkiewicz - wyróżnienie). Ale tekst wysłałem do Szortala i teraz dzielę się nim ze światem. Może komuś uda się w znaleźć w nim coś dla siebie.
czwartek, 7 maja 2015
rozkminka o de profundis
"De Profundis" to taka fajna gra, że kilka osób pisze do siebie listy i tworzy w ten sposób ciekawą historię. Zabawa jest tym lepsza, gdy listy są klasyczne, na papierze i wysyłane pocztą. Ale dopuszczalna jest także forma elektroniczna i tę postanowiliśmy przyjąć, gdy nasza pierwsza, prowadzona w tradycyjny sposób kampania utknęła w martwym punkcie. Wyszło na to samo, ale nie uprzedzajmy faktów. Świat w jakim miała rozgrywać się nasza przygoda postanowiliśmy dostosować do formy, żeby nie wyszło że rycerze Okrągłego Stołu wysyłają do siebie mejle. Z tego co pamiętam co do motywu przewodniego umówiliśmy się na "cyberpunk z lotami w kosmos". Rozgrywka miała miejsce w 2010, trochę czasu więc minęło i już raczej do niej nie powrócimy, ale mejle cały czas leżą u mnie na skrzynce i fajnie się je czyta, postanowiłem się więc nimi podzielić. Może kogoś zachęci to do sięgnięcia po po tę świetną grę. Tekstów oczywiście w żaden sposób nie redaguję.
Od: Mat Adams
Do: Simon Templar
Temat: Zelig-6
16 lipca 2100
Szanowny Panie Kapitanie!
Proszę wybaczyć mi, że piszę do Pana w ogóle Pana nie znając (jedynie z opowieści), ale skłoniły mnie do tego ważne, jak mi się zdaje,powody. Zanim jednak przejdę do rzeczy powinienem chyba wyjaśnić kim jestem. Nazywam się Mat Adams i jestem szeregowym pracownikiem Centralnego Zarządu Eksploracji Terenów Pozaziemskich. Jestem tam odpowiedzialny za
Archiwum i właśnie w związku z pewnymi dokumentami, które do niedawna jeszcze tam się znajdowały piszę do Pana.
Mówiąc ściśle, chodzi o raport sporządzony przez piętnastu laty, a dotyczący ekspedycji mającej na celu zbadanie odległej planety Zelig-6, co do której były podejrzenia, że istnieje na niej życie i to w formie wysoko rozwiniętej. Jak Pan zapewne doskonale pamięta, dowodził Pan podczas tej wyprawy oddziałem żołnierzy, mającym za zadanie zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom. Jak wynikało z raportu, rzeczywiście udało się Wam odkryć coś, co można by nazwać pozostałościami po jakiejś dawnej cywilizacji, ale były to zaledwie ruiny miast pełnych dziwnych posągów, napisów na ścianach w nikomu nie znanych językach. Wszystko to zarośnięte dziwnymi roślinami, których samo dotknięcie gołą skórą powodowało infekcję. I żadnej żywej istoty, z którą można by spróbować się porozumieć i dowiedzieć czegokolwiek. Po dokonaniu eksploracji, wróciliście na Ziemię, a raport trafił na półkę na piętnaście lat.
Kilkanaście dni temu mieliśmy w Archiwum dziwną wizytę. Dwójka tajniaków, mężczyzna i kobieta, zgłosiło się do mnie i zażądało wydania raportu o którym pisałem powyżej. Mieli wszystkie potrzebne papiery, musiałem więc zrobić to o co mnie "prosili". Jednak wszystkie moje pytania zbyli pogardliwym milczeniem i powiedzieli, że lepiej będzie dla mnie jeśli zapomnę o całej tej sprawie i zapewne tak właśnie bym postąpił gdyby nie kolejne zbiegi okoliczności.
Otóż nie wiem czy jest Pan tego świadomy, ale w zeszłym tygodniu zmarło dwóch Pańskich dawnych podkomendnych, Gerard Ti Pousse i Leo Beach. Pierwszy został napadnięty w ciemnej uliczce przez jakiegoś ćpuna, a drugiego potrącił samochód. Cóż, wypadki chodzą po ludziach, ale coś mnie tknęło. Zacząłem węszyć i co zaobserwowałem? Otóż w przeciągu ostatniego roku z niemal pięćdziesięciu osób będących piętnaście lat temu na Zelig-6, nie żyją już trzydzieści dwie. Wypadki, samobójstwa, zatrucia... Nic co nie działoby się w codziennie we wszystkich miastach świata. Ale gdy połączymy wszystkie znane nam fakty, oczywiste się staje, że coś tu nie gra.
Zdobyłem Pański adres, gdyż wszystko co o Panu słyszałem, pozwala mi sądzić, że jest Pan człowiekiem do którego powinienem się zwrócić. Choć zdaję sobie sprawę, że po tym jak odszedł Pan na emeryturę i zaszył się Pan w cichym, wiejskim zaciszu, chce Pan zapewne tylko spokoju i nie chce Pan znów mieszać się w sprawy świata. Niestety, wygląda na to, że świat chce się mieszać w Pańskie. Myślę, że Panu i pańskim pozostałym przy życiu towarzyszom grozi wielkie niebezpieczeństwo. Postanowiłem Wam pomóc gdyż nie leży w mojej naturze bycie obojętnymgdy innym źle się dzieje.
Myślę, że oplatają was sieci jakiegoś paskudnego spisku. Skontaktowałem się z moim znajomym mającym dojścia w tajnej policji. Może uda mu się dowiedzieć, czegoś o sprawie, do czego potrzebny był im raport i co mają wspólnego ze zgonami. Do Pana mam zaś prośbę, by spróbował Pan sobie przypomnieć dawne dzieje. Czy na Zelig-6 wydarzyło się coś co nie zostało ujęte w raporcie? Jeśli ma Pan kontakt z kimś kto również tam był, myślę, że warto byłoby się go o to spytać. Tylko jednej rzeczy na pewno NIE możemy zrobić: pozostać bezczynnymi.
Czekam na Pańską odpowiedź, a gdy tylko dowiem się czegoś co mogłoby rzucić jakieś światło na to co wiemy dotychczas, natychmiast dam Panu o tym znać.
Z poważaniem
Mat Adams
Od: Mat Adams
Do: Patrick Felisin
Temat: prośba
Witaj stary kumplu!
Przepraszam, że tak długo się do Ciebie nie odzywałem, ale sam wiesz jak to w życiu bywa. Praca, rodzina, rodzina, praca i na nic nie ma czasu. Chciałbym, by udało nam się w końcu spotkać przy zimnym piwku i powspominać dawne dzieje i dawnych znajomych. Ale czy dojdzie to do skutku, gdy każdy z nas ma tyle spraw na głowie?
Właściwie piszę do Ciebie, gdyż chcę Cię o coś poprosić. Nie jest to zwykła sprawa, mam pełną świadomość, że to czego od Ciebie oczekuję jest rzeczą niecodzienną. Masz pełne prawo odmówić, ale wtedy z wielkim zakłopotaniem musiałbym Ci przypomnieć ową przysługę jaką oddałem Ci przed laty i za którą masz u mnie dług wdzięczności. Jestem jednak pewien, że pomógłbyś mi tak czy siak, w imię starej przyjaźni.
Przejdę do rzeczy. Czy mówi Ci coś nazwa Zelig-6? Jest to odległa planeta, na którą przed piętnastu laty została wysłana pięćdziesięcioosobowa ekspedycja w celu sprawdzenia czy istnieje tam życie. Owa ekipa rzeczywiście znalazła tam ślady po jakiejś antycznej cywilizacji, ruiny wielkich miast itp., ale nie było tam żadnych mieszkańców, cała planeta była jakby wymarła. Ekspedycja wróciła na Ziemię, a sporządzony raport trafił do Centralnego Zarządu Eksploracji Terenów Pozaziemskich, do Archiwum (jeszcze zanim zacząłem tam pracować).
Przeleżał piętnaście lat, a niedawno zgłosiło się dwóch tajniaków, którzy go zabrali w sobie tylko wiadomych celach. Mieli wszystkie potrzebne papiery więc nie mogłem im odmówić. Zacząłem interesować się tą sprawą i odkryłem, że od jakiegoś roku, ktoś poluje na członków owej ekspedycji sprzed piętnastu lat. Giną w wypadkach, popełniają samobójstwa itp. Z pięćdziesięciu osób przy życiu zostało kilkanaście.
Moja prośba jest następująca: masz liczne kontakty w tajnej policji, mógłbyś się więc dowiedzieć co nieco o tej sprawie. Czy na Zelig-6 wydarzyło się coś o czym nie wiemy? Kto poluje na członków ekspedycji? Jaką rolę w tym wszystkim pełnią tajniacy? Mam nadzieję, że jeśli trochę powęszysz, uda ci się zdobyć interesujące informacje.
Niecierpliwie czekam na odpowiedź, stawką jest ludzkie życie.
Do zobaczenia
Mat
Od: Patrick Felisin
Do: Mat Adams
Temat: Re:prośba
Witaj Mat!
Cieszę się, że znalazłeś wolną chwilę i dałeś znak życia. Myślę, że spotkanie przy idealnie schłodzonym złocistym płynie kiedyś się odbędzie, nim do tego dojdzie musi upłynąć trochę czasu.
Ale to nie jest główny temat mojej odpowiedzi, jak z pewnością już się domyślasz.
Bez względu na jakiekolwiek długi wdzięczności odpowiedziałbym Ci twierdząco na Twoją prośbę, co też czynię - Mat zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby uzyskać jak najwięcej informacji.
Nie będę ukrywać, że sprawa wydaje się niezwykle interesująca, zresztą wszystko co dotyczy Misji jest niewiarygodne. Wszelkie teorie krążące dookoła owej planety, członków załogi... wszystko, wszystko. Osobiście nagromadziłem nieco materiałów traktujących o podjętym przez Ciebie temacie, zdobywałem je na różne możliwe sposoby (legalne i te niekoniecznie zgodne z obowiązującym prawem).
Nie będę się teraz rozpisywać czym podyktowane jest moje zainteresowanie tą planetą.
Na dziś dzień za wiele nie mogę Ci powiedzieć bo sam nie mam wystarczającej wiedzy. Będzie cholernie ciężko uzyskać jakiekolwiek informacje ale dam radę.
Wszystko co wiem w obecnej chwili to to, że prócz Secret Service ogromne zainteresowanie Misją od przeszło 5 lat wykazują organizacje uznawane za terrorystyczne i tajne rządowe, o istnieniu, których wielu obywateli nie zdaje sobie sprawy.
Myślę, że powinniśmy znaleźć osoby, które były wystarczająco blisko Misji i mogą rzucić nieco światła na całą sprawę.
Serdecznie Pozdrawiam
P. Felisin
Od: Patrick Felisin
Do: Mat Adams
Temat: Zelig-6
Mat!
Powęszyłem trochę w kilku miejscach, parę osób przepytałem (uwierz mi stosowałem same humanitarne sposoby) i dowiedziałem się rzeczy, które powinny Cię zadowolić. Jeśli chodzi o wydarzenia na Zelig-6 czekam na mojego informatora, który ma mi dostarczyć raport stworzony przez członków ekspedycji. Co ciekawe, raport, który znajdował się w archiwach CZETP, został złożony po co najmniej pięciu poprawkach cenzorów Tajnej Policji, a także Wolnej
Republiki Zjednoczonych Państw Basenu Atlantyckiego. Jak tylko otrzymam raport i zweryfikuję jego autentyczność zostaniesz poinformowany.
Na członków ekspedycji poluję zakon, który działa od lat 50 XX wieku. Na przestrzeni lat jego działalność nieco się zmieniła. Sekretny Zakon Strażników Kluczy początkowo miał pilnować rozwijającej się w niesamowitym tempie sieci znanej jako Internet. Członkowie zakonu mieli zresetować Internet w razie ataku terrorystycznego mającego na celu
przejęcie władzy w cyberświecie, Strażników początkowo było 7. Obecnie działalność Zakonu sprowadza się do chęci kontrolowania wszelkich ciał niebieskich, które można zaludnić bądź, z którymi można handlować. Z nieoficjalnych źródeł dowiedziałem się, że sytuację jaką zastała ostatnia Ekspedycja może być dziełem Zakonu.
Na podstawie wiedzy jaką posiadam, wnioskuję, że nikomu nie zależy na niszczeniu planet ani cywilizacji... no może oprócz Zakonu. W każdym razie, wydaje mi się, że TP chce przeszkodzić i raz na zawsze zakończyć działalność Zakonu... cały czas staram się uzyskać potwierdzenie moich domysłów.
----
Serdecznie Pozdrawiam
P. Felisin
Od: Mat Adams
Do: Patrick Felisin
Temat: Re:Zelig-6
Cześć Patrick
Na początku chciałby Ci podziękować za błyskawiczną reakcję na mój list i za chęć udzielenia mi pomocy w sprawie, która jak sam widzisz, zahacza o ludzi, o których nigdy byśmy nie pomyśleli, że mogą mieć z nią coś wspólnego. To skłania mnie by raz jeszcze przypomnieć Ci to, czego i tak jesteś świadomy, ale i tak muszę to napisać: to nie
przelewki. Musimy działać, ale nie możemy ryzykować bardziej niż jest to potrzebne. Osoby co do których nie jesteśmy wystarczająco pewni, należy przepytywać z daleko posuniętą ostrożnością i nie wtajemniczać ich w sprawę.
A teraz do rzeczy. Radziłeś mi bym skontaktował się z kimś, kto brał udział w ekspedycji na Zelig-6. Moje myśli zapewne podążały podobnym torem do Twoich, gdyż byłem już wtedy w trakcie pisania listu do dowódcy oddziału komandosów, którzy mieli za zadanie ochronę członków wyprawy. Jego adres zdobyłem można powiedzieć, że cudem, nie
chcę się wdawać w szczegóły, powiem tylko, że poważnie nadszarpnęło to moje oszczędności. Myślałem, że Kapitan rzuci
jakieś światło na całą sprawę i będzie w stanie ujawnić nam jakieś głęboko ukryte fakty, niestety jak dotąd nie otrzymałem odpowiedzi. Może uznał mój list za prowokację? A może prawdziwe są plotki mówiące, że na stare kompletnie mu odbiło, a wpływ na to miały różne tajemnicze misje w których brał udział przez cały okres swej służby? Nie wiem, ale wyślę do niego jeszcze jeden list, ujawnię w nim część informacji, które zdobyłeś, może dzięki temu nabierze do mnie zaufania...
Nie wiem też jak uważnie śledzisz Wiadomości, ale mogło umknąć Twej uwadze, że kolejna osoba z ekspedycji, tym razem był to Dr Peter Outerbridge, biolog, zginął przez przypadkowe porażenie prądem w swoim mieszkaniu - taka jest przynajmniej oficjalna wersja. Słyszałem, że jego syn Gordon nie wierzy w słowa policjantów "tragiczny wypadek". Może
warto byłoby się z nim skontaktować zanim wpadnie w jakieś tarapaty. Poza tym kontynuuję on rodzinną tradycję i tak jak jego ojciec jest biologiem. Może ojciec dzielił się z nim jakimiś swymi spostrzeżeniami i wspomnieniami z Zelig-6? Niestety z tego co wiem, bardzo trudno jest zdobyć jego adres, chłopakowi bardzo zależy na prywatności. Myślę, że tobie łatwiej byłoby to ustalić, może warto spróbować?
Co do Twoich informacji o Tajnym Zakonie Strażników Kluczy, to muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. Niewiele o nich wiem. Krążą mi oczywiście gdzieś po zakamarkach pamięci jakieś suche dane jeszcze z lekcji historii w ogólniaku. Ale myślałem, że to dawne dzieje, wspomnienie, że Zakon już dawno nie istnieje. A z tego co piszesz wynika, że ma się całkiem dobrze. Widzę, że chodzi tu o jakieś machinacje na najwyższym poziomie. Tajna Policja, Zakon, Rząd na pewno też ma w tym swój udział. Jedno jest pewne: dopóki nie dowiemy się co naprawdę wydarzyło się na Zelig-6 i nie skontaktujemy się z którymś z członków ekspedycji, tak naprawdę tylko kręcimy się w kółko stojąc
w miejscu.
Mam nadzieję, że uda nam się dowiedzieć czegoś więcej i zrobić coś konkretnego, a nie tylko się przyglądać cudzemu nie szczęściu, miotając się wśród szczątkowych informacji jak dzieci we mgle.
Pozdrawiam, napiszę gdy tylko dowiem się czegoś więcej
Mat
Od: Mat Adams
Do: Simon Templar
Temat: Ponownie Zelig-6
Witam Pana Kapitanie!
Czekałem niecierpliwie na Pańską odpowiedź, ale niestety jak dotąd na nic się to nie zdało. Nie wiem dlaczego zdecydował się Pan zignorować mój list, mogę jedynie podejrzewać, że uznał go Pan za jakiegoś rodzaju prowokację czy zasadzkę. Chciałbym rozwiać Pana wątpliwości, naprawdę nie mam złych zamiarów, wręcz przeciwnie. Zaniepokoiły mnie
po prostu wszystkie te straszne rzeczy o których się ostatnio dowiedziałem i postanowiłem, że moim obowiązkiem jest zacząć działać i wyjaśnić całą tą zagadkę, zapobiec śmierci kolejnych ludzi.
By dowieść Panu, że mówię prawdę i zyskać Pańskie zaufanie, podzielę się informacjami, które jak dotąd, z różnych źródeł, udało mi się pozyskać. Po pierwsze, wiem, że zanim raport został ostatecznie złożony w CZETP, przeszedł przez ręce co najmniej pięciu różnych cenzorów, którzy usunęli z niego kluczowe informacje pozostawiając jedynie nic nie warte opisy planety. Po drugie, dowiedziałem się, że Sekretny Zakon Strażników Kluczy, założony w latach 50-tych zeszłego stulecia i o którym myślałem, że od dawna nie istnieje, jest jedną ze stron w intrydze. Ale czego chcą? Mój informator twierdzi, że mogli mieć coś wspólnego z tym co wydarzyło się piętnaście lat temu na Zelig-6. Ale co tam się wydarzyło? Liczę na Pana, mam nadzieję, że udzieli mi Pan informacji, które pchną śledztwo do przodu.
Jeszcze coś. Przedwczoraj zginęła kolejna osoba biorąca udział w ekspedycji. Tym razem trafiło na biologa Petera Outerbridge'a. Zginął w wyniku porażenia prądem we własnym mieszkaniu. Policja stwierdziła, że był to wypadek, ale syn Petera, Gordon nie uwierzył w taką wersję i rozpoczął śledztwo na własną rękę. Próbuję do niego dotrzeć zanim
zapląta się w poważne tarapaty. Muszę Pana ostrzec. Ktoś (Zakon? Tajna Policja? Jeszcze ktoś inny?) ma zamiar zlikwidować wszystkich, którzy brali udział w ekspedycji na Zelig-6. Pan może być ich następnym celem.
Może czuje się Pan bezpieczny w swojej twierdzy na prowincji, ale jest Pan tam sam, a zabójców jest wielu.
Mam nadzieję, że zdecyduje się Pan jednak mi pomóc. Nie można pozwolić, by jakieś podejrzane organizacje załatwiały swe brudne interesy kosztem życia zwykłych ludzi. Liczę na Pańską pomoc. Próbowałem kontaktować się z Pańskimi pozostałymi przy życiu towarzyszami, ale oni chyba również zaczęli coś podejrzewać, bo znaleźć ich było dla mnie rzeczą niewykonalną.
Mam nadzieję, że tym razem doczekam się odpowiedzi, zbyt wiele już wiem by teraz się wycofywać.
Z wyrazami szacunku
Mat Adams
Od: Simon Templar
Do: Mat Adams
Temat: Re:Ponownie Zelig-6
Drogi panie Adamsie!
Zaraz po otrzymaniu pierwszego Pańskiego listu wybrałem się do jednego z członków załogi, mojego serdecznego przyjaciela, Roba Jeremy'ego, żeby omówić z nim pewne sprawy. Ku mojemu zdziwieniu nie zastałem go w domu, choć jest to już człowiek schorowany, poruszający się o wózku i rzadko opuszczający swój maleńki domek. Jednak dopiero po powrocie do siebie nie mogłem wyjść ze zdziwienia. Podczas mojej nieobecności ktoś najwyraźniej wdarł się do mojego domu. Musieli czegoś szukać - cała zawartość szaf była porozrzucana po podłodze. Jeżeli prawdą jest to, co Pan pisze... być może Pański list ocalił mi życie, bo to dzięki niemu wybrałem się do Jeremy'ego. Postanowiłem się na jakiś czas ukryć. Dopiero teraz jestem we względnie bezpiecznym miejscu i mogę Panu odpowiedzieć. Cała sprawa Zelig-6 jest niecodzienna. To przez tę wyprawę zostałem odsunięty od lotów i skierowany do szkoleń. Przez te wszystkie lata zacząłem już wierzyć, że to, co tam widziałem, a zawarłem w swoim raporcie, było jedynie wynikiem zatrucia przez te rośliny, albo zaburzeń poznawczych spotykanych przy tak dalekich wyprawach. Może mi Pan wierzyć lub nie, ale ja i duża część załogi doświadczyliśmy tam kontaktu z obcą cywilizacją. I nie chodzi tutaj o ruiny i posągi. Ciężko to wytłumaczyć, ale te rośliny zdawały się być inteligentne. Posągi przedstawiały różne postacie, część z nich wyglądała
znajomo, natomiast część przedstawiała nieznane nam rasy. Kiedy dotarliśmy na Zelig-6 i odkryliśmy ten niesamowity park figur... nie było pośród nich człowieka. Po dwóch dniach natomiast pojawił się tam zupełnie znikąd posąg przedstawiający z całą pewnością jednego z członków załogi - Gerarda Ti Pousse. Z pewnością nie ma tego w raporcie jaki
jest w Archiwum. Próbowaliśmy nawiązać kontakt, ale najwyraźniej życie na tej planecie jest zbyt odmienne od nas. Co to właściwie za życie? Ciężko mi odpowiedzieć. Człowiekowi wydawało się, że jest stale podobserwacją. Rośliny były natomiast wszędzie, wyrastały zewsząd. Outerbridge (jak się okazuje już nieżyjący...) przeprowadził jakieś badania, chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia, że jest to jedna wielka roślina, z ogromną grzybnią pod powierzchnią planety. Pobrał próbki, ale na Ziemi nie mógł dokończyć swoich badań. Co to ma wspólnego ze śmiercią kolejnych członków wyprawy? Nie mam pojęcia. Nie szukałbym jednak winnych w Sekretnym Zakonie Strażników Kluczy. Leo Beach był jego członkiem i zawsze twierdził, że jest to forma zabawy, a cała ta mistyczna otoczka skrywa tylko prawdziwy cel Zakonu, jakim jest szeroko pojęta pomoc charytatywna. Ale dzisiaj najwyraźniej nikomu nie można już wierzyć, skoro nawet tak szanowana organizacja jak Centralny Zarząd Eksploracji Terenów Pozaziemskich posiada swoje mroczne sekrety... Mam nadzieję, że zaufanie Panu nie było ostatnim błędem w moim życiu.
Pozdrawiam,
Simon Templar
Od: Mat Adams
Do: Patrick Felisin
Temat: kolejne informacja
Cześć Patrick
Piszę kolejny list nie czekając na Twoją odpowiedź, gdyż wydarzyło się coś, co przywróciło mi nadzieję w to, że może jednak uda nam się rozwiązać zagadkę Zelig-6. Otóż, dzień po wysłaniu do Ciebie listu w którym narzekałem, że kapitan Templar nie daje znaku życia, otrzymałem od niego wiadomość. Okazało się, że już mój pierwszy list wywołał u niego niepokój i spowodował, że wyruszył on odwiedzić swojego kumpla Roba Jeremy'ego, z którym był na Zelig-6. I tu spotkała
go pierwsza niespodzianka: pan Jeremy, schorowany staruszek poruszający się na wózku inwalidzkim zniknął, a wszelki ślad po nim zaginął. Czy miałbyś możliwość dowiedzieć się co wie o tym wydarzeniu policja?
Kolejne fakty przekazane mi przez Templara były równie niewiarygodne. Twierdzi on, że ruiny i posągi nie były jedyną rzeczą na którą natknęli się na Zelig-6. Jest niemal pewny, że zetknęli się tam z obcą cywilizacją. Pozwól, że zacytuję Ci fragment jego listu:
"Cała sprawa Zelig-6 jest niecodzienna. To przez tę wyprawę zostałem odsunięty od lotów i skierowany do szkoleń. Przez te wszystkie lata zacząłem już wierzyć, że to, co tam widziałem, a zawarłem w swoim raporcie, było jedynie wynikiem zatrucia przez te rośliny, albo zaburzeń poznawczych spotykanych przy tak dalekich wyprawach. Może mi Pan wierzyć lub nie, ale ja i duża część załogi doświadczyliśmy tam kontaktu z obcą cywilizacją. I nie chodzi tutaj o ruiny i posągi. Ciężko to wytłumaczyć, ale te rośliny zdawały się być inteligentne. Posągi przedstawiały różne postacie, część z nich wyglądała znajomo, natomiast część przedstawiała nieznane nam rasy. Kiedy dotarliśmy na Zelig-6 i odkryliśmy ten niesamowity park figur... nie było pośród nich człowieka. Po dwóch dniach natomiast pojawił się tam zupełnie znikąd posąg przedstawiający z całą pewnością jednego z członków załogi - Gerarda Ti Pousse. Z pewnością nie ma tego w raporcie jaki jest w Archiwum. Próbowaliśmy nawiązać kontakt, ale najwyraźniej życie na tej planecie jest zbyt odmienne od nas. Co to właściwie za życie? Ciężko mi odpowiedzieć. Człowiekowi wydawało się, że jest stale pod obserwacją. Rośliny były natomiast wszędzie, wyrastały zewsząd. Outerbridge (jak się okazuje już nieżyjący...) przeprowadził jakieś badania, chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia, że jest to jedna wielka roślina, z ogromną grzybnią pod powierzchnią planety. Pobrał próbki, ale na Ziemi nie mógł dokończyć swoich badań."
Myślę więc, że naszym priorytetem na chwilę obecną jest odnalezienie syna Outerbridge'a i skontaktowanie się z nim. Może ojciec podzielił się z nim jakimiś przemyśleniami, kto wie, może nawet przeprowadzał jakieś badania na własną ręką, a syn ma dostęp do ich wyników. Jest to na pewno obiecujący trop.
Poza tym kapitan zdaje się wątpić we wpływ Zakonu na tamte wydarzenia, uważa ich chyba za nieszkodliwych ludzi, których mistyczna otoczka jest tylko na pokaz, a prawdziwym celem jest działalność charytatywna. Pisze, że jeden z uczestników ekspedycji, Leo Beach, należał do Zakonu.
Na pewno dzięki wiadomościom kapitana wiemy więcej niż poprzednio, nie możemy jednak na tym poprzestać. Myślę, że korzystając ze swoich wiadomości powinieneś się odnaleźć syna doktora Outerbridge'a, Gordona. Próbuje odnaleźć zabójców swego ojca, jest emocjonalnie zaangażowany, więc myślę, że chętnie nam pomoże.
Ja z kolei zaryzykuję i spróbuję odnaleźć zapiski korespondencji prowadzonej pomiędzy CZETPem a dowódcami ekspedycji, są one utajnione, ale może mi się uda. Jest duże prawdopodobieństwo, że mogą zawierać coś ciekawego.
Powodzenia
Mat
Od: Patrick Felisin
Do: Mat Adams
Temat: TPP
/Tajne Przez Poufne/
Mat!
Przesyłam Ci dokumenty, które otrzymałem od mojego informatora, jak sam twierdzi, część raportu ekspedycji. Niestety nie potrafię tego rozszyfrować. Dokumenty te przekazałem człowiekowi, który powinien je rozszyfrować i potwierdzić lub zanegować ich autentyczność.
Wysyłam Ci te dokumenty ponieważ i Ty może znasz kogoś kto będzie w stanie przełożyć to na jakiś zrozumiały język, a przy okazji dałoby to nam możliwość porównania i pewniejszego zajęcia stanowiska odnośnie prawdziwości tego znaleziska.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Ktoś może wiedzieć o śledztwie jakie prowadzimy i celowo dostarcza mylących tropów. Pamiętaj aby używać dokumentów z ogromną ostrożnością, jeśli wpadną w niepowołane ręce... boję się myśleć ile osób mogłoby stracić życie za samo zainteresowanie sprawą Zelig-6.
--
Pozdrawiam,
P. Felisin
/TPP/
Od: Patrick Felisin
Do: Mat Adams
Temat: Re:kolejne informacje
Mat!
Wybacz mi, że tyle czasu milczałem. Natrafiłem na pewien trop i, jak pewnie się domyślasz, nie mogłem go zostawić samemu sobie.
Zacznę wpierw od Twojej prośby odnośnie staruszka Jeremy'ego - udało mi się ustalić, że policja prowadzi dochodzenie w sprawie jego zniknięcia, jednak wciąż nie mają za wiele informacji. Służby ustaliły, że ostatni raz widziano Jeremy'ego w laboratorium razem z 5 mężczyznami, którzy z całą pewnością nie wyglądali na naukowców. Niestety wszelkie nagrania z kamer w laboratorium zniknęły w niewiadomych okolicznościach, a na ich podstawie moglibyśmy ustalić towarzyszy pana Jeremy'ego. Oczywiście nie ze mną te numery, wiem, że automatycznie są tworzone kopie zapasowe w Centrali Tajnej Policji (właściwie zastanawiało mnie czemu Tajna Policja jest Tajną Policją mimo, że każdy wie o jej istnieniu - chodzi o ściśle tajne działania na szerokie skale, o których właściwie wiedzą tylko osoby zlecające pracę TP). Centrala jest doskonale chroniona... tak się przynajmniej wydawało do momentu kiedy zwróciłem się do jednego znajomego o wywiązanie się z jego przysługi.
Pan X (pozwolę sobie tak nazywać mojego znajomego) udał się do pomieszczenia z nagraniami, aby skopiować dla mnie to co zostało zarejestrowane przez kamery w laboratorium. Niesamowicie zaskoczył go widok, który tam zastał - rozszarpane ciała obsługi i policjantów pomieszczenia, zdewastowane sprzęty. Pan X obecnie znajduje się w szpitalu, pod stałą obserwacją lekarską - udało mi się z nim porozmawiać, dowiedziałem się, że kiedy wszedł do pokoju i zobaczył cały ten bajzel coś wpadło mu na klatkę, obaliło na ziemię i ogłuszyło. Jak już odzyskał świadomość ocenił, że nic poważnego mu się nie stało oprócz licznych nakłuć, z których nie sączyła się, ani krew, ani ropa. Doktor, który jako pierwszy zaczął go badać, stwierdził, że jest to coś dziwnego, coś co nie pochodzi z naszego świata. Od tamtego dnia ma silne ataki, zdarza się, że przelatuje przez swoją salę wraz z łóżkiem podczas silnych konwulsji, a jego stan pogarsza się z dnia na dzień. Lekarze nie dają mu szans na długie życie.
Sam Pan X twierdzi, że ktoś musiał zatrudnić asasyna. Jednak nie do końca sam w to wierzę. Póki więcej nie ustalę nie będę miał 100% pewności.
Nie wiem dokładnie o jakie laboratorium chodzi, adres nie został podany w żadnym dokumencie, który przeglądałem - widnieje tylko V LIu 25/6 (nie mam pojęcia co to może znaczyć, nie udało mi się tego z niczym powiązać).
Jeśli chodzi zaś o syna pana Outerbridge'a, sprawa wygląda następująco (aby było szybciej będę nazywał go sOB - imienia nie ustaliłem):
Pan sOB po śmierci ojca został, jako główny podejrzany, przesłuchany przez TP - podłączony został do wariografu, który w zasadzie (według raportu z przesłuchania) nie działał prawidłowo kiedy sOB był do niego podłączany. Funkcjonariusze sprawdzali na sobie, czy aby sprzęt nie jest zepsuty, ale wszystko wskazywało na to, że jest sprawny.
Po nieudanym przesłuchaniu na wariografie wezwano jakiegoś mistyka - nazwisko nie występuje w raporcie, jest natomiast numer: 98152148. Piszę mistyk, ale w zasadzie sam nie wiem kim z zawodu jest ten człowiek posiadający numer. W raporcie jest jasno opisane, że sOB nie brał udziału w śmierci ojca.
Po przesłuchaniu sOB również zniknął. Z mieszkania zniknęły wszelkie dokumenty, wartościowe przedmioty - dosłownie wszystko!
Na gołych już ścianach znaleziono dziwne ślady - po pobraniu próbek okazało się, że jest to śluz, który nie jest znany na naszej planecie.
sOB starał się gdzieś niepostrzeżenie dostać, tego jestem pewny. Zaufana osoba widziała go podczas wizyty w jakimś laboratorium, prawdopodobnie chciał zabrać ze sobą dokumenty z badań prowadzonych wspólnie z ojcem. Po wizycie udał się na stację dokującą, niestety tutaj ślad się urwał, mnóstwo podróżujących po układach, a sam sOB musiał podróżować pod zmienionym nazwiskiem.
Sam odbyłem podróż, aby osobiście znaleźć jakiś trop. Odwiedziłem kilka planet i stacji kosmicznych - bez rezultatu.
Czy udało Ci się ustalić coś odnośnie dokumentu, który przesłałem Ci ostatnim razem?
Pozdrawiam
Patrick
Od: Mat Adams
Do: Patrick Felisin
Temat: Brak tematu
Kopę lat Patrick!
Bo właśnie tak się czuję, jakby to nie miesiące minęły od naszej ostatniej "rozmowy", ale długie lata. Tyle się wydarzyło. Najpierw, z powodu rzekomych nadużyć i działania na szkodę instytucji, została wymówiona mi posada w Archiwum. Dzień wcześniej szefa odwiedziło dwóch smutnych panów w czarnych, skórzanych płaszczach, wnioski nasuwają się
same, komuś wysoko postawionemu nie spodobały się moje poczynania. Pytanie tylko komu?
Oczywiście, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, znalezienie nowej, legalnej pracy stało się niemożliwe. Pomimo najwyższych kwalifikacji wszędzie spotykałem się z odmową. Stało się dla mnie jasne, że stałem się persona non grata. Jakby tego było mało, pewnego dnia zorientowałem się, że jestem śledzony, a pewnego wieczoru, gdy wracałem do domu z przejeżdżającego samochodu ktoś wystrzelił do mnie serię z pistoletu maszynowego. Tylko cudem udało mi się uniknąć
śmierci.
Musiałem wynieść się z miasta. Zresztą i tak nie miałem tu żadnych dalszych perspektyw poza pracą na czarno na budowie. Ze względów bezpieczeństwa nie napiszę Ci dokąd się udałem. Ale traf chciał, że spotkałem tam znajomego z czasów młodości. Kiedyś był drobnym dilerem, a teraz jest jednym z ważniejszych członków Future Shock, zorganizowanej grupy zbrojnie walczącej z rządem. Zajmują się oni między różnymi, raczej niezgodnymi z prawem operacjami w przestrzeni
kosmicznej. Okazało się, że parę miesięcy temu zgłosił się do nich człowiek, rysopisem odpowiadający Gordonowi Outerbridge'owi. Nie wiem w jaki sposób jest on powiązany z Future Shock, ale wydaje mi się, że jest w tym środowisku dość wpływowy.
W każdym bądź razie, zapłacił on całkiem sporą sumkę za przelot naZelig-6 szlakami nieuczęszczanymi z dala od stacji kosmicznych i patroli. Na planecie spędzili zaledwie kilka dni. Ludzie, którzy byli tam z nim twierdzili, że nie robili tam nic poza "zwiedzaniem". Miasta pełne posągów, roślin, dziwnych napisów i wszystko to o czym dzięki raportowi i informacjom od Simona Templara już wiemy.
Po powrocie na Ziemię, Outerbridge zapowiedział, że jest zainteresowany kolejną wyprawą tym razem trwającą dłużej. Ma się skontaktować z Future Shock. Mój kumpel obiecał, że załatwi mi udział w ekspedycji, dzięki w końcu uda mi się skontaktować z Outerbridgem i uzyskać jakieś dalsze informacje.
Jak tylko uda mi się czegoś dowiedzieć, od razu dam Ci znać, Ciebie proszę o to samo.
Pozdrawiam,
Mat
wtorek, 5 maja 2015
Czy Yoda był Żydem? Analiza Gwiezdnych Wojen w wykonaniu Grzegorza Brauna
Okazuje się, że nawet taki typ jak Grzegorz Braun jest w stanie zyskać sobie cień mojej sympatii
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Telepathy Music Band - On The Distant Road 2015.04.11
Znajomi się rozkręcają, tymczasem lokalnie, ale miejmy nadzieję, że już niebawem będzie o nich głośno
Subskrybuj:
Posty (Atom)


