czwartek, 12 marca 2015

rozkminka o alkoksiążkach

Filozofia pijaństwa - podłoże uzależnienia od alkoholu w wybranych przykładach z dwudziestowiecznej literatury pięknej

Alkohol już od niepamiętnych czasów jest nieodwołalnie spleciony z naszą kulturą. Niektórzy archeolodzy twierdzą wręcz, że nabycie umiejętności produkcji alkoholu zapoczątkowało proces przeistoczania się ludzkości z “dzikiej” w cywilizowaną. Już od czasów starożytnych alkohol i jego właściwości splatały się z człowieczą egzystencją i opiewającą ją sztuką. Dość wspomnieć o misteriach ku czci boga wina, Dionizosa, w trakcie których wystawiano pierwsze sztuki teatralne, czy platońską “Ucztę”, gdzie właśnie podczas raczenia się winem, biesiadnicy roztaczają przed sobą i czytelnikami opowieści o różnych obliczach boga Erosa.

Gwałtowny wzrost spożycia alkoholu, którego apogeum przypada na XX w. poza wszystkim innym zaowocowało pojęcie tzw. prozy alkoholowej, obejmującej liczne powieści, których autorzy, co znamienne najczęściej sami cierpiący z powodu uzależnienia od tej substancji, usiłowali przekuć swe doświadczenia i przemyślenia w dzieło literackie. Charakteryzowały się one tym, że alkohol odgrywał w nich główną rolę, był motorem napędowym kolejnych wydarzeń. Interesująca wydaje się być próba docieczenia, patrząc przez pryzmat rzeczonych utworów, jakie były przyczyny powodujące bohaterami i doprowadzające ich do stanu, w którym nie potrafili się już obejść bez tej substancji.

Nie sposób określić, kiedy dany osobnik przekracza nieuchwytną granicę pomiędzy piciem alkoholu w sposób kontrolowany a uzależnieniem od niego. Różne są teorie dotyczące samego podłoża uzależnienia. Wyróżnia się tu trzy koncepcje: biologiczną, według której uwarunkowanie genetyczne odpowiedzialne jest za indywidualne reakcje na przyjmowanie alkoholu i efektów jakie wywiera on na organizm; psychiczną, która zakłada kluczowy wpływ cech osobowościowych i skupia się na teoriach nurtów: poznawczego, behawioralnego, analitycznego oraz teorii osobowości; a także społeczną, która genezy dopatruje się we wpływie środowiska rodzinnego i przeżytych w dzieciństwie traum, stresów oraz zaniedbań.

Niemiecki pisarz Hans Fallada w swej powieści “Pijak”, napisanej podczas przymusowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym, przenosi na kolejne stronnice swe doświadczenia nałogowca. Już w pierwszych słowach powieści: Oczywiście nie zawsze piłem, a nawet zacząłem pić całkiem niedawno. Wcześniej alkohol mnie brzydził, wypijałem najwyżej szklankę piwa; wino było mi za kwaśne, a woń wódki przyprawiała mnie o mdłości wykluczona zostaje możliwość genetycznej skłonności do uzależnienia. Główny bohater, zarazem narrator pierwszoosobowy “Pijaka”, próbując sięgnąć pamięcią do początków swego nieszczęścia wskazuje na ten moment w swym życiu, gdy wskutek niedbalstwa pozbawił swą firmę szans na korzystny kontrakt, wobec czego jego żona zdecydowała się wziąć sprawy w swoje ręce i w ten sposób mu pomóc, nie zdając sobie sprawy jak wielki sprzeciw rodzi w nim urażona tym męska duma. Sytuacja ta prowadzi do nieuchronnych konfliktów, wtedy właśnie Sommer stopniowo zmienia swe przyzwyczajenia odnośnie konsumpcji alkoholu, co wręcz idealnie pokrywałoby się z wynikami badań przytaczanymi przez Małgorzatę Dragan w opracowaniu “Doświadczenia traumatyczne a uzależnienie od alkoholu”: Wyniki dużej liczby badań wykazują także wzrost picia alkoholu w okresie nasilonego stresu, na przykład związanego z trudnościami ekonomicznymi, zawodowymi czy małżeńskimi. Bohater w ekspresowym tempie zalicza kolejne fazy rozwoju choroby alkoholowej, a z powszechnie szanowanego biznesmena staje się kolejno pijakiem, więźniem i pacjentem szpitala psychiatrycznego. Gdy kolejne wymarzone przez niego szanse odzyskania wolności obracają się w gruzy, odrzuca on wszelkie złudzenia i w głowie kołacze mu ostatnie pragnienie, do którego zrealizowania, w miarę swych możliwości dąży: (...) a ja będę pił, wreszcie po tylu latach znów pił, łyk za łykiem, z długimi przerwami, smakując w pełni nieskończone szczęście.

Podobne podejście do pierwszego wrażenia walorów smakowych alkoholu oraz idące za tym wnioski, znaleźć można w powieści Jacka Londona pt. “John Barleycorn czyli wspomnienia alkoholika”, jego prywatnym rozliczeniem z wszelkimi trunkami, kryjącym się pod tytułowym pseudonimem: Nie przezwyciężyłem nigdy fizycznego wstrętu do alkoholu. (...) Moje podniebienie nigdy nie przestaje protestować, a można ufać, że podniebienie wie, co jest dobre dla organizmu. Ludzie jednak nie piją dla następstw, jakie alkohol wywołuje w organizmie. Piją dla efektu, jaki wywołuje w mózgu, a że trunek musi przejść przez ciało, tym gorzej dla ciała. Narrator, z którym utożsamić możemy samego Londona, przyczyn swego uzależnienia nie upatruje jednak w doznanych traumach czy trudnych warunkach życiowych. W wyniku swych obserwacji i doświadczeń, dochodzi do wniosku, że alkohol jest swego rodzaju spoiwem, łączącym ze sobą ludzi i zbliżającym ich do siebie. Nie pijąc, skazałby się na wyrzucenie poza nawias społeczeństwa i ostatecznie dochodzi do następującej konstatacji: Pijaństwo moje było związane z życiem, jakie prowadziłem, było zwyczajem mężczyzn, z którymi obcowałem. Chyba tylko wybór drogi życiowej eremity uchroniłby go przed światem zdawałoby się wewnętrzenie skonstruowanym w ten sposób, że aby w nim funkcjonować należy dostosować się do wymogów, które choć w dużym stopniu ułatwiają życie, to licznych skazują na destrukcję, i których los autor podsumowuje w gorzkich słowach: Kiedy im się powiedzie - piją. Kiedy się nie powiedzie, piją za przyszłe powodzenie. Jeżeli powodzenie zawodzi, piją, aby o tym zapomnieć. Kiedy spotkają przyjaciela, piją. Kiedy pokłócą się z przyjacielem i stracą go, piją, Kiedy miłość zostanie uwieczniona triumfem, są tak szczęśliwi, że muszą pić. Kiedy spotka ich zawód, piją, bo są nieszczęśliwi. A jeżeli w ogóle nie mają co robić, piją, przekonani, że jeśli wypiją dostateczną ilość kolejek, opanują ich fantastyczne pomysły i będą mieli pełne ręce roboty. Kiedy są trzeźwi, chcą pić, a kiedy są pijani, chcą pić jeszcze więcej.

Francis Phelan, bohater “Chwastów” - nagrodzonej Pulitzerem powieści Williama Kennedy’ego - bez wątpienia nadużywał alkoholu zanim przekroczył ostateczną granicę. Punktem zwrotnym w jego życiu okazało się tragiczne wydarzenie, którego stał się sprawcą. Chcąc zmienić pieluszkę swemu zaledwie trzynastodniowemu dziecku, upuszcza je na podłogę. Dziecko umiera, a Francis przytłoczony poczuciem winy i wyrzutami sumienia opuszcza rodzinę i rozpoczyna wieloletnią włóczęgę po kraju. Tym sposobem słynny baseballista staje się lumpem, a alkohol jest w tych warunkach jedyną rzeczą, która może zapewnić mu przynajmniej chwilowy spokój i zapomnienie. Wszystko to wpisuje się w definicję zdarzenia traumatycznego charakteryzowanego jako zdarzenie związane ze śmiercią (...) podczas którego jednocześnie przeżywany jest intensywny strach, poczucie bezradności lub koszmaru. Wynikający z tego zespół stresu pourazowego (rodzaj zaburzenia lękowego będący efektem przeżycia traumatycznego wydarzenia) i stosowanie alkoholu w celu samoregulacji emocjonalnej wpędzają bohatera w błędne koło, gdzie jedno zaburzenie napędza drugie i odwrotnie. Na tym etapie może doświadczyć stanu, gdzie wizje tego, co było i tego, co mogło być, nałożyły się na siebie w oku, które nie potrafiło przypomnieć sobie dobrze pierwszego, ani należycie zinterpretować drugiego. W ten sposób zaczyna się wymuszone przez psychiczne ograniczenia życie chwilą, zanurzenie się w teraźniejszości z obawy przed tym co było, i tym co będzie.

W opowiadaniu “Pijany o dwunastej w południe” Marka Hłaski, przygodni przechodnie obserwują zataczającego się, a w końcu zasypiającego na trawniku mężczyznę. Okazuje się, że w tłumie gromadzących się wokół niego gapiów, większość osób zetknęło się z nim w przeszłości, w takich czy innych okolicznościach. Z ich fragmentarycznych wspomnień tworzy się powoli mozaikowa biografia tytułowego bohatera, który przez cały czas trwania utworu, ani na chwilę nie odzyskuje świadomości. Jednak w jego niewesołej sytuacji, zebrani nad nim ludzie snują opowieści, w których jak w lustrze odbija się świat, w którym przyszło im żyć. To właśnie w jego bezwzględnej beznadziei upatrują przyczyny upadku co słabszych jednostek, takich jak główny bohater. Słowa jednego z gapiów, twierdzącego, że gdyby ludziom dać to wszystko, co im potrzeba do dobrego życia, toby nie pili, zdają się sugerować, że stan tej pojedynczej jednostki charakteryzuje warunki, w których przyszło żyć ogółowi. Ktoś przytacza niegdyś wypowiedziane przez pijanego słowa, sugerujące, że wpływ na to mogą mieć samotność i poczucie nieprzystosowania: Człowiek, który odszedł od swoich, nie ma dokąd pójść. Wszędzie, gdzie pójdzie, zastanie pusty plac. W sposób bardziej przyziemny podsumowuje jego sytuację człowiek, który niegdyś był świadkiem jego drogi politycznej: Gość partyjny, który nie idzie tam, gdzie jego partia, musi zamienić się w takiego jak on. W “Odlatujemy w niebo”, innym opowiadaniu Hłaski, jeden z bohaterów dosadnie charakteryzuje świat, w którym przyszło wszystkim żyć: Nie wierzę w inne piekło, ale jeśli nawet jest coś takiego, to te flaszki, ci faceci pod płotem, te kolejki po mięso, dziewczyny w hotelach - to jest gorszym piekłem. Zdawać by się mogło, że wszystko przemawia za tym, by właśnie w nim upatrywać się źródła nieszczęść nałogowca, jednak on sam, gdy tylko zdobędzie się na szczerość przed samym sobą, dojdzie do podobnych wniosków jak jeden z bohaterów “Pętli”: Nie ma takiego nieszczęścia, samotności, klęski, kobiety, która warta byłaby wódki. Ale o tym wiedzą tylko ci, którzy wszystko przepili i którzy muszą pić. Nigdy nie uwierzą w to ci, którzy dopiero zaczynają.

Z kolei Wieniedikt Jerofiejew, autor słynnego pijackiego “poematu” “Moskwa-Pietuszki”, w swych młodzieńczych “Zapiskach psychopaty” zdaje się odrzucać hipotezę jakoby to trudne warunki życia zmuszały ludzi do znieczulania się alkoholem. Według pisarza skłonność ta jest wrodzona każdemu bez wyjątku i to właśnie odrzucenie jej wydaje się czymś sprzecznym z ludzką naturą. Ekstrapoluje swe własne odczucia i przemyślenia, pisząc, że każdy człowiek w każdej chwili z przyjemnością by wypił! Tylko po prostu opanowuje się i dlatego takich trzeba szanować. (...) Nie rozumiem, dlaczego wszyscy skarżą się na kiepskie życie! I jeszcze mówią, że piją, bo jest im źle! (...) Będzie im lepiej w życiu - a i tak będą pić, jeszcze więcej niż teraz. Upatruje więc w pijaństwie swoisty stan naturalny. W przeciwieństwie do świata przedstawionego w chociażby “Johnie Barleycornie”, gdzie co prawda również wszyscy piją, jednak tam narrator stara się znaleźć ku temu jakieś racjonalne wyjaśnienie (nawet jeśli sprowadzałoby się ono do prostego stwierdzenia, że każdy powód jest dobry, to wciąż będzie to w gruncie rzeczy próbą uzasadnienia), w utworach Jerofiejewa nikt nawet myśli snuć podobnych rozważań. Picie wódki jest tam czynnością porównywalną do oddychania. Jest czymś przyrodzonym, a rezygnacja z niej równa się wyrzeczeniu swego jestestwa, co w dwóch zdaniach wyraża jeden z bohaterów sztuki Jerofiejewa pt. “Noc Walpurgi czyli kroki komandora”, gdy mówi o swym współpensjonariuszu-odszczepieńcu: Zdradził ojczyznę myślą i zamiarem. Krótko mówiąc, nie pije, nie pali. W świecie kreowanym przez Jerofiejewa trudno jest mówić o przyczynach pijaństwa, bo nie ma ono początku ani końca. Pomiędzy życiem a upojeniem alkoholowym stawia pisarz znak równości, a najlepszym przykładem jest tu jego najbardziej znane dzieło, “Moskwa-Pietuszki”, gdzie nie trzeźwiejący nawet na chwilę bohater zadaje retoryczne pytanie: Czyż bowiem życie ludzkie nie jest chwilowym otępieniem duszy, a także jej zaćmieniem? Wszyscy jesteśmy jakby pijani, każdy na swój sposób; jeden wypił mniej inny więcej. W tej delirycznej odysei wszystko przesiąknięte jest alkoholem, nawet zagadka, którą przed głównym bohaterem stawia Sfinks.

Z powyższych przykładów wynika ponad wszelką wątpliwość, że tzw. literatura alkoholowa odnosząc się do przyczyn uzależnienia do alkoholu, skupia się na aspektach psychicznych, czyniąc z nich punkt wyjścia do rozważań o kondycji współczesnego świata i ludzi z najróżniejszych przyczyn nie potrafiących się w nim odnaleźć. Człowiek uzależniony, persona non grata, jest tu papierkiem lakmusowym weryfikującym poszczególne aspekty życia i podkreślającym ich patologie. Jest kruchą istotą, która ma w gruncie rzeczy nikłą szansę zapobieżenia i przezwyciężenia tragicznego losu jaki przypadł jej w udziale. Osoby, którym towarzyszy egzystencjalny lęk skłonne są tłumić go wszelkimi dostępnymi sposobami, a właściwości alkoholu predestynują go do tego.

Artyści, z samej swej definicji osoby wrażliwsze od ogółu, utożsamiając się w swej prozie z osobnikami wykluczonymi, próbują obserwować świat ich oczami i z tego wyciągać dalej idące wnioski. Skupienie się właśnie na tych aspektach, pozwala im sportretować stany emocjonalne towarzyszące życiowej drodze osób, których nieporadne próby poradzenia sobie z własnym nieprzystosowaniem naznaczyły nieodwracalnym jak fatum alkoholowym piętnem.

4 komentarze:

  1. Musisz koniecznie przeczytać esej "In vino fabula" Marka Bieńczyka, bo opowiada jeszcze o tych wspaniałych czasach, gdy alkohol w literaturze był opiewany jako radość życia, a nie smutek i problem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno przeczytam, choć przyznam bez bicia, że radość życia mniej mnie interesuje niż smutek i problemy ;)

      Usuń
  2. Długo zbierałem się do lektury tej rozkminki, ale ciągle czekałem na sytuację, gdy będę dysponować wystarczającą ilością czasu, by ją rzetelnie poznać i odnieść się do niej. Przede wszystkim wyrazy szacunku - powyższy tekst to kawał porządnej roboty. Sporo pozycji, sporo ciekawych spostrzeżeń. Zastanawia mnie tylko jedno nazwisko - Charles Bukowski. Świadomie pominąłeś go w swoich rozważaniach?

    Przy okazji polecam Ci serdecznie lekturę książki "W moim obcym kraju" autorstwa H. Fallady (wspomnienia snute w trakcie pobytu w więzieniu/szpitalu, napisane w tym samym okresie, co "Pijak"). Wydaje mi się, że mogłaby zainteresować Cię również "Kraina wódki" Mo Yana - surrealistyczna i mocno absurdalna wizja Chin, w której główną rolę odgrywa oczywiście wódka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafne spostrzeżenie. Bukowskiego nie ująłem w tym tekście, bo nie uważam jego twórczości za to, co sam rozumiem pod terminem "literatura alkoholowa". Chodzi mi o to, że substancja ta służy u Bukowskiego za rodzaj dekoracji, ale tak naprawdę sama w sobie nie jest specjalnie istotna. Ciężar położony jest tu na zupełnie inny aspekt, a mianowicie próby człowieka z natury nieprzystosowanego do otaczającego go świata, by odnaleźć z nim harmonię, ale na swoich zasadach. Sam alkohol czy uzależnienie od niego nie jest tu głównym tematem. Więc mówić, że to literatura alkoholowa, to tak jak mówić, że to książki o wyścigach konnych.

      Usuń